Mimo że 14 lutego 2010 przeszedł już do historii, w pamięci zostaną walentynkowe seanse, na które wybierałam się z różnymi osobami  .
Pierwszy film obejrzałam w towarzystwie Kasi - wybrałyśmy się na przedpremierowy pokaz "Amelii Earhart" do Cinema City w Arkadii.
Film w reżyserii Miry Nair oparty jest na prawdziwej historii kobiety-pilotki. Amelia Earhart (androgyniczna Hilary Swank) była pierwszą kobietą, która przeleciała nad Atlantykiem. Całe jej życie podporządkowane było nieustannym wyzwaniom, przekraczaniem barier oraz ustalaniem kolejnych rekordów. Amelia - niezależna, znająca swoją wartość i dbająca o swoje prawa, w głębi duszy była istotą, która jak wszyscy, potrzebowała ciepła i czułości. Dzięki swoim podniebnym podbojom zyskała popularność i sławę. W owym czasie poznała George'a Putnama (Richard Gere) - wydawcę, który w niedługim czasie został jej mężem. Mimo szczęśliwego życia, Amelia pragnęła czegoś więcej, chciała samotnie okrążyć samolotem Ziemię...
Film Miry Nair pokazuje może nieco stereotypowo i banalnie historię niezwykłej kobiety, jednak pomimo tych zarzutów, ogląda się go z przyjemnością. Szczególnie afrykańskie widoki i podniebne pejzaże mogą wywołać zachwyt .
"Amelia Earhart" na filmwebie
Drugim filmem, obejrzanym tym razem z siostrą w Kinotece były "Walentynki" w reżyserii Garry'ego Marshalla.
Film Marshalla to typowa komedia romantyczna przewidziana na ten jeden dzień w roku. Bohaterowie Walentynek to ludzie poszukujący miłości, zarówno młodzi, w sile wieku, jak również dopiero na początku swojego życia (10 lat to dopiero początek, co nie?). Jak zwykle coś im te poszukiwania utrudnia, a to nierzetelny kwiaciarz, który zapomina dostarczyć kwiaty pod wskazany adres, a to narzeczona, która po paru godzinach bycia narzeczoną, uważa, że się do tego nie nadaje, czasem pewne zdarzenie z przeszłości, mające konsekwencje dopiero teraz...
"Walentynki" są kompilacją miłosnych uniesień, multum bohaterów pozwala zidentyfikować się przynajmniej z jednym i trzymać kciuki za jego (lub jej) poczynania.
Fantastyczna obsada filmu na pewno jest czynnikiem przyciągającym do kin. Wśród aktorów znalazły się takie gwiazdy jak Julia Roberts, Anne Hathaway, Ashton Kutcher, Jessica Alba, Bradley Cooper, Jessica Biel czy Jennifer Garner. Nie jest to film, który mógłby pretendować do miana arcydzieła, jednak bardzo miło się go ogląda, w sam raz na Walentynki!
"Walentynki" na filmwebie
Ostatnią z walentynkowych premier była komedia Nancy Meyers "To skomplikowane", na którą zaprosiłam mego lubego Grzesia, coby z Nim uczcić ten wyjątkowy dzień (pomijając fakt, że przenieśliśmy Walentynki o dwa dni ) do Novego Kina Praha.
I to był chyba najlepszy wybór. Nazwisko Meryl Streep mówi samo za siebie. Zagrała ona dojrzałą Jane - rozwiedzioną matkę trójki dzieci, utrzymującą całkiem poprawne stosunki z byłym mężem Jake'm (straszliwie misiowaty i ponaciągany Alec Baldwin ). Pozbierawszy się po rozwodzie, Jane chciałaby ułożyć sobie jakoś życie, jednak jest to skomplikowane...
Na horyzoncie pojawia się Adam (rozczulająco nieśmiały Steve Martin), rozwiedziony architekt rozbudowujący Jane kuchnię. Pomiędzy tą trójką zdarzy się wiele zabawnych sytuacji, Jane będzie w kłopocie, czy zdecydować się na to, co już zna (były mąż), czy kontynuować znajomość z ujmującym, czarującym Adamem?
Podczas sensu było wiele śmiechu, talent aktorski Meryl Streep wynagradza wszelkie niedociągnięcia (jeśli takowe były), a poruszony temat miłości wśród sześćdziesięciolatków nastraja całkiem pozytywnie na przyszłość .
"To skomlikowane" na filmwebie
» 1 Komentarz
1"To skomplikowane" z sobota, 20 luty 2010 20:47
Nie no, dajcie spokój, film był kiepski. Przewidywalny do bólu, nudne gagi, a aktorstwo Meryl nieciekawe! Powiem szczerze - trailer lepszy od filmu.
» Wyślij komentarz
|